środa, 20 stycznia 2016

Wyzwania 2016

Herbata: Lipton. Czarny. Bo dzisiaj bez recenzji ;)

Biorąc przykład z paru znanych i już tu wymienianych przeze mnie osób, a także z siebie samej z zeszłego roku, postanowiłam znów się sprawdzić i wziąć udział w paru wyzwaniach.
I tutaj stop. Cokolwiek niektórzy z was sądzą o robieniu tego czy innego typu wyzwań – jestem ich zwolenniczką, bo nieraz pomagają spojrzeć na niektóre rzeczy z innej perspektywy, a po części wpływają na kształtowanie charakteru, jak i zmuszają nas do ruszenia rzeczy, których byśmy inaczej nie dotknęli nawet kijem. Wiem, że pod tym ostatnim nie wszyscy się podpiszą (wszak nie każdy lubi być ograniczany przez jakieś listy – sama za tym nie przepadam, ale odczuwam pewne poczucie spełnienia, jak uda mi się coś na takich listach odhaczyć), ale jednak wyzwania wywierają w pewnym stopniu wpływ na naszą psychikę. Wszystkie wyzwania. Czy to sportowe, książkowe, podróżnicze lub prywatne.
Także… w tym roku biorę na swoje barki parę z nich. Niektóre są, jak zwykle, stricte książkowe, jedno filmowe, a jedno… blogowe. Tak. Przystępuję do wyzwania, by w tym roku napisać przynajmniej 52 posty (co daje średnio jeden post na tydzień), najlepiej na każdym blogu, ale bądźmy poważni ;)
Kolejne z wyzwań to Wyzwanie Książkowe 2016 (tagowane jako NCK 2016), które Kamila i ja wspólnie skonsultowałyśmy i ułożyłyśmy tak, żeby móc poznać i zmusić się (wink, wink) do przeczytania książek spoza naszych sfer zainteresowań. W zeszłym roku poszło mi całkiem dobrze, także mam nadzieję, że i w tym nie będzie gorzej. Szczególnie, że jedna kategoria (Książka, którą zaczęłaś czytać, ale nie skończyłaś) jest zdecydowanie skierowana do mnie i „Paragrafu 22” Josepha Hellera. Wmawianie mi, że tu chodzi o „Pana Tadeusza”, nigdy się nie uda, chyba że mówimy o innym Tadeuszu ;)
Następne wyzwanie z Goodreads, którego progres można oglądać (aktualnie) po prawej stronie bloga. Wyzwałam się na 47 książek. Dlaczego? Bo ta liczba jakoś tak za mną chodziła od początku roku. I była bardziej interesująca, niż początkowo wybrana liczba 42.
Aktualnie idzie mi całkiem dobrze (patrz w bok), trzy książki przeczytane, jedną finiszuję (i BookTalk o niej – ze spoilerami! – pod koniec miesiąca). Ale jednak trochę przystopuję, bo zza winkla wygląda mój pierwszy rozdział magisterki i krzyczy, żebym się za niego wzięła.
I to jest moje czwarte wyzwanie: magisterka. Specjalnie wzięłam temat, który mnie interesuje (marketing plus filmy!), dlatego chcę się do niej należycie przyłożyć. Wsparcie będzie potrzebne i mile widziane!
Ostatnim wyzwaniem, na które się deklaruję, jest Wyzwanie filmowe 2016. I tym razem uda mi się je w całości wypełnić. A przynajmniej taką mam nadzieję, że będę oglądać minimum jeden w tygodniu i pamiętać o tym, by zaznaczyć go w jednym z notatników, gdzie publikuję listy. Bo ten rok będę miała ogarnięty, jak żaden poprzedni!

Tyle chciałam. Tymczasem zapraszam do czytania wcześniejszych postów, jak również moich mini-recenzji książek na Goodreads oraz do komentowania.
A jeśli i wy się w tym roku podejmujecie jakiegoś wyzwania albo chcecie się przyłączyć do mojego, to dajcie znać. W kupie raźniej ;)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz