sobota, 6 czerwca 2015

I'll Give You the Sun - Jandy Nelson

Herbata: Powiew wiosny (czarna)

Do książek z gatunku Contemporary/Young Adult od dłuższego czasu podchodziłam z lekką rezerwą. Bo to są książki, do których powinno się podchodzić z lekką rezerwą. W głównej mierze traktują o miłości, najczęściej nastoletniej, osadzonej w dzisiejszych czasach, czasem w zeszłym stuleciu (patrz: „Eleonora i Park” Rainbow Rowell), często wypacykowane, nierzadko z irytującymi heroinami. Sama śmieję się, że to takie harlequiny dla młodzieży. Które zresztą uwielbiam czytać.
W ogóle, sama wyżej wymieniona angielska kategoria książkowa po polsku znaczy tyle, co Współczesne/Młodzi Dorośli i przypuszczam, że od tej pory będę tego typu książki tu umieszczać. Nasz język cierpi zresztą na niedosyt polskich odpowiedników angielskich nazw gatunków literackich – o czym parę razy zdążyła mi napomknąć Kama z Fishtalking. I wcale mi nie będzie głupio, jak będziemy wspólnie je tłumaczyć.
Ale ja tu nie o tym.
Zalewam herbatę i zabieram się do roboty. Dzisiejszy wybór padł na Powiew wiosny – czarna, cejlońska, z owocami. Pachnie słodko jeszcze niezaparzona, mniej intensywny zapach ma po samym zrobieniu. Przed zaparzeniem – cudo, wiosnę wyczuwa się w zapachu; po zaparzeniu – czuć lekki zapach cytrusów, porzeczki, może i jabłka, po wiośnie prawie żadnego śladu, jak tegoroczny kwiecień; w smaku – jak na czarną herbatę, jest on dość delikatny, choć na pewno nie smakuje owocowo. I skutecznie broni się przed potraktowaniem herbaty cukrem (chociaż ja i tak nie słodzę). Sam smak nie pobije też mojego dotychczasowego numeru jeden, o którym kiedyś napiszę.
Dlaczego wybrałam tę herbatę? Krótko – tę, którą chciałam wybrać (Księżycowa Noc), właściwie skończyłam dzień wcześniej, a zestawiając inne, które mam, z książką, o której chcę dzisiaj napisać, najbardziej połączył się właśnie ten typ. Bo to, że musiała to być czarna herbata, wiedziałam od pierwszych stron „I’ll Give You the Sun”.
źródło: http://penguinteen.tumblr.com

piątek, 5 czerwca 2015

Tea story

Herbata: Truskawka w szampanie (zielona)

Biorę kubek w rękę, otwieram edytor tekstu i lecę.
Cześć.
Jestem czysta – czy jak kto woli: anita. Może być małą literą, aż tak mi nie zależy. Co tu robię? Piję herbatę. I czytam książki, ale to tak przy okazji.
Ale to właśnie przez tą drugą rzecz postanowiłam wystartować z Tea Story. Bo co jest przyjemniejszego w piciu herbaty i czytaniu książek? No właśnie.
Tea Story powstało… powstaje głównie dlatego, że chcę się wyżyć artystycznie i upuścić emocje towarzyszące mi przy czytaniu niektórych tytułów. I przy okazji powymieniać się opiniami z innymi, przy akompaniamencie moich niezliczonych ilości herbat (których kolekcję wciąż uzupełniam, bo herbaty nigdy za wiele) i playlist podkradanych ze Spotify. No i, oczywiście, powstaje ono też w celu rekomendacji książek. Bądź odstraszenia was od niektórych, za co nie przepraszam.
Co się będzie tu pojawiać? Głównie pozycje, które niedawno przeczytałam, czasem starsze tytuły, o których chcę się wypowiedzieć bądź po które sięgnęłam powtórnie. Może czasem filmy, chociaż pewnie o wiele rzadziej. I wszystko bardzo subiektywne, bo każdy powinien mieć swoje własne zdanie.
A herbatę też wam skomentuję. Jak na przykład tę dzisiejszą – truskawkę w szampanie. Zielona herbata o pięknym, słodkawym aromacie. Smak mniej intensywny niż przy normalnych zielonych, za to z lekką nutką czegoś innego. Na opakowaniu pisali, że to nutka szampana, mam tylko nadzieję, że nie Don Perignon, bo podobno wcale nie tak idealny, jak mówią. W każdym razie – idealna na rozpoczęcie dnia. A w tym wypadku: idealna na rozpoczęcie bloga.
Bo to taka tam, herbaciana historia.